Bardzo to bliskie, choć tak inne, wierszom Staszka Grochowiaka z czasów ostatnich rozdziałów jego książki poetyckiej. Bliskie to zresztą niejednemu, bo jak słusznie zauważył w swoich książkach o poezji Kuncewicz, poeci w pewnym momencie życia skracają swoje wiersze, słowa są tak jakby urywane. Myślę, że to prawda. W tym czasie kiedy piszemy od oddechu do oddechu, wielu z nas zaczyna czuć, że mówi też do samego siebie. Ale jaki jest ten on – my niby całe życie dokładnie znany a niepojęty?
Coś tam dostrzegamy, coś słyszymy, ale wszystko jak przez szczelinę.
Taka jest dla mnie ta skąpa poezja Betlewicza. I pisze to posłowie (albo jak zechcą wydawcy wstęp) zdecydowanie przekonany, że wiersze te trzeba czytać, bo warto. Nawet bardzo. A dobrej poezji nie można jak innych dóbr ukrywać tylko dla siebie. I tak wyjdzie na świat.
Ernest Bryll, fragment ze wstępu do tomiku „Fruwam między upadkami”, Heliodor, Warszawa, 2005.
•••
wtedy
opadły
liście
raz pierwszy
oczy siniały
szczytu sięgając
światłem biczowany
fruwam między upadkami
•••
•••
noc zębami gwiazd
uśmiech do mnie szczerzy
w mazurskiej mej przystani
drzew
rozgwieżdżony balet
i szklista posadzka oczu
jestem twarzą w twarz
z grzywiastej światła rzeki
wychodzę boso
na księżycowy jeziora brzeg
•••
•••
ogród dnia
w środku fontanna słów
melodia zapachu
dalekiego spojrzenia
zbiega po nitkach
mglistej przędzy wieczoru
znów mi coś obiecujesz
•••
•••
przypnijcie mi skrzydła
odlecę
tropić ślad
mojej nadzieli
skarga ślizga
w kącikach oczu
zadyszana jak starzec
i dzień
długiej drogi
to jego poranek
torbę i kostur cichaczem podstawia
•••
•••
zapach dnia ciągniesz
niczym sieci rybak
uzbrojony w marzeń włócznię
z rdzą na tarczy zegara
po stopniach godzin
wpiętych w posrebrzone koło nadziei
taszczysz kamienne litry
by nimi rozbudować
metr ziemi
w grobie
•••
•••
pierścień bieżni
tętent krwi
kropla wpełzła w kroplę
stopy zbyt mokre aby dziś kostnieć
nocy
gwiaździsta pochodnio
parzysz
samotnością
przekarmione dłonie
•••
•••
jej płomień i kamień unosi
brzegu rwąc ciszę
przez szczeliny brzemię
iskrzą się korzenie
my choć razem
wciąż o krok
od siebie
•••
•••
żuraw napiął kark
nad lasem kamiennym
wznosi most
konik polny wnosi skrzypce
polnej myszy koncert
będzie grać
pieśń
o starym raju
•••
Zapoznaj się również z pozostałymi tekstami:
Wiersze niewydane
deszczem przyjdź liści dotknij mokrym szelestem cierń niewiary mej starej nawilż światłem brzóz majowych znajdź mnie w bezcieniu jesienne wody osusz miłośnie wyjmij kamień bezsłowia z ust wcałuj rzekę sytego powietrza uśmiechem serca…
Poemat „Jednoskrzydły”, 2008 – fragmenty
Do anioła Ireneusza Betlewicza można przymierzyć określenie Martina Heideggera „pasterz bycia”. Jak i też pojęcie „trosk”. Filozof niemiecki zastosował te pojęcia…
Felieton „Odwieczna potrzeba trwałości”, 2010
Jeszcze wczoraj upały niczym z tropiku obezwładniały myśli bezwonne, głód wyjazdów urlopowych wyzierał z ubogich kieszeni, a już niespokojny palec jesieni swoim dotykiem oko kolejnego roku…
„I wszystko nadzieją podparte”, 1999 – wiersze wybrane
Chciałem napisać o sztuce Ireneusza Betlewicza obiektywnie – z dystansem, a tymczasem nie potrafię wyjść poza subiektywne wrażenia…
„Toczy się jabłko po trawie”, 2002 – wiersze wybrane
Wiersze z tego zbioru to najczęściej miniatury, szkice notatki z pogranicza aforyzmu. I bardzo często liryczne perełki. Są w nich prawdy odkrywane w świecie, w naszym życiu…
Poemat “W kropli oddechu objęci”, 2014 – fragmenty
Czytam twoje wiersze (a może poemat) i jak zawsze budzi się we mnie zainteresowanie, ba, więcej, współbycie w tej poezji… Ale i opór. Bo jakby tak to opowiedzieć…
Ostatni felieton, 19.01.2014
Złakniony życia słońca wbijam ostrogi oczu i galopuję w szarości tak bliskiej. Nisko, niziutko, wiatr zabiera listek po listku w podróży nienazywalnego celu. One z oddechem minionej wiosny tańczą w zwilżonym powietrzu wołając moje…






