Jeszcze wczoraj upały niczym z tropiku obezwładniały myśli bezwonne, głód wyjazdów urlopowych wyzierał z ubogich kieszeni, a już niespokojny palec jesieni swoim dotykiem oko kolejnego roku domyka. Świadomość przemijania twarz nam marszczy i odbarwia, jakiś nieokreślony niepokój każe patrzeć na klucze odlatujących ptaków jakby w poszukiwaniu sposobu otwarcia zamka u niewidocznych drzwi do nieśmiertelnego grodu. …dwoistość ludzkiej natury, a w niej odwieczna człowiecza potrzeba trwałości. By już nie żeglować – nie musieć wędrować porami roku do czegoś, co i myślą nie można zobrazować.

Może te słowa i nie zanadto prowokacyjne – pogoń dnia mocą, jego zmian przemożność wszak codzienna. W koleinach kolejnego roku my po coś, dokądś, do kogoś – pędzimy. A tu utulić się pod parasolem nieba i być w ciszy spokoju! Niewiele, małe nic wobec ogromów problemu świata, w którym żyjemy? Obszukiwanie, by wejść w rozumienie, które powie: dlaczego w nas i potrzeba trwałości, i konieczność życia wędrówką? Wędrówką po coś, w podążaniu dokądś, do czegoś, do kogoś! Tak się dzieje – bo w naszej kruchości wobec wszechświata jest i budzić się codziennie. Czy z tęsknoty za ciszy objęciem jest iść w poznanie siebie i czasu? Pewnie jest: dróg wiele do wyboru, a każdy z nas idzie swoją i na zawsze będzie w podróży! Jednym droga nauki, innym kariera zawodowa, a dla wielu bezwolne zgłaszanie dnia codziennym jakoby obowiązkiem. Dróg wiele, ale wszyscy my ku poczuciu całości! I mniej istotne, jaka jest jego definicja, ważne, aby wrażenie niesprecyzowanego ciepła pulsowało w sercu naszego serca, a w oczach czynił się światła blask, gdy jesienna plucha wymusi zamknięcie okna, gdy samotność w żelazną zbroję nas ubierze.

Zapatrzony w odlatujące ptaki doczytuję starą receptę: „dwie dłonie w splocie w uścisku bliskość znajdują”. To fraza z wiersza, która dopełnia horyzont wyżej napisanych słów. Jej treść niczym drogowskaz prowadzi przez chwilę „jesieni”, leczy z konieczności bycia młodym i silnym, redukuje myśl bycia bogatszym od sąsiada.

Jesieni czas, której zmienność często chłodem obezwładnia zmęczone chorobą nieporadne ciało, tu i teraz, by chcieć nam cieszyć się nićmi babiego lata! One nie tylko wplatają się we włosy, one też nazywają kogoś, nie coś! Wtedy nie boli zapach przemijania dnia w ogrodzie bo my ku całości, a z nami wszystko, co w życia świetlistym świecie!

Tej myśli szukam na szlaku mojego jesiennego spaceru i staram się uśmiechem reagować na wpadające na mój wózek rozpędzonego przechodnia i nie leczyć samotności, serfując po internetowych portalach.

Zapoznaj się również z pozostałymi tekstami:

Ostatni felieton, 19.01.2014

Złakniony życia słońca wbijam ostrogi oczu i galopuję w szarości tak bliskiej. Nisko, niziutko, wiatr zabiera listek po listku w podróży nienazywalnego celu. One z oddechem minionej wiosny tańczą w zwilżonym powietrzu wołając moje…

czytaj dalej

Wiersze niewydane

deszczem przyjdź liści dotknij mokrym szelestem cierń niewiary mej starej nawilż światłem brzóz majowych znajdź mnie w bezcieniu jesienne wody osusz miłośnie wyjmij kamień bezsłowia z ust wcałuj rzekę sytego powietrza uśmiechem serca…

czytaj dalej